To już rok ! :)

No i dziś 07.11.2007 mija roczek kiedy jestem razem z moją Kasieńką ;* Wszystkiego najlepszego Kochanie ! ;* Nie długo ale na długo ;) ;* Kocham Cię ;*

Wysłany: 07 listopada 2007, 00:29:43; 3 komentarze

ZNICZE ! :)

Hej :) Dawno nie pisałem, przepraszam :P Byłem dość zajęty ostatnimi czasy. A w zasadzie to też sporo tutaj zawdzięczam kwestii lenistwa :P Chociaż nie koniecznie. Bo nie można pisać po to aby pisać. Musi być jakiś konkret :) A więc od 30 października do 2 listopada wraz z bratem handlowaliśmy zniczami przy cmentarzu na 10cinach :) Mieliśmy tam stać aż do dzisiaj, ale już w piątek nie było czego sprzedawać :D Ogółem jestem bardzo zadowolony :) Było wiele niedogodności takich jak poranne wstawanie (nawet o 4 rano) i stanie na deszczu po 12-14 godzin. Ale było warto :) Na pewno nie żałuję :) To w zasadzie dopiero NASZ PIERWSZY RAZ :D:D:D więc nie spodziewaliśmy się wielkich kokosów ;) Traktowaliśmy to jako przedsięwzięcie edukacyjno- informacyjne :) Dowiedzieliśmy się wielu rzeczy odnośnie upodobań klientów, kiedy jest popyt na duże, kiedy na małe znicze, jak przedstawia się handel w kwestii kwiatów itp. Wyszło i tak lepiej niż planowaliśmy :) Więc mamy podwójny profit :) Najgorsze było to, że ciągle psuł się samochód i do Skody Felicji KOMBI nie wejdzie aż tak wiele towaru na jeden raz :/ To też trzeba było robić wiele kursów w tą i z powrotem. Inna kwestia to to, że musiałem opuścić zajęcia w środę :/ A miałem ćwiczenia z mikroekonomii i z informatyki... A takim mało ciężkim problemem, ale możliwym do przetrwania było to, że trochę zmarzłem :P Ale bardzo się cieszę, że nie zachorowałem :) Cieszę się też, że odwiedziła mnie na stosiku moja K ;* Co tam, że jak już się zbieraliśmy, ale zawsze to miły akcent :) Dziękuję :* :) A potem poszliśmy odwiedzić mego tatę :) (1 listopada) I chyba tyle w zasadzie :) Może dodam jeszcze to, że mieliśmy ciekawe stoisko, bo ławeczki były bardzo zmyślne i praktyczne :) Aj mogłem fotek porobić :P Ostatniego dnia daliśmy szyldzik: WYPRZEDAŻ i skończyliśmy około 13.30 :) I już w tym roku nie sprzedamy ani jednego znicza :P Ale za to w następnym nastawiamy się na minimum 2 stoiska :)

Wysłany: 04 listopada 2007, 12:12:24; 2 komentarze

Ostatnie czasy...

Eh... No więc od czego by tu zacząć? Może od czegoś na lekkim sofcie na początek... No więc jestem od dzisiaj studentem zarządzania na PB. Od zawsze podobał mi się ten kierunek i nie obchodzi mnie co myślą o nim inni. Jestem już po pierwszych zajęciach i muszę przyznać, że matma wydaje się być średnio trudna, widocznie dopiero się rozkręca. Miałem macierze, do przełknięcia. A potem mikroekonomia- bardzo wstępny wstęp, bo tylko takie gadanie o dupie Marynie, a nie coś konkretnego, ale muszę przyznać, że przypadło mi to do gustu i nawet zaciekawiło. Plan mam ogółem bardzo fajny i wygodny. Codziennie na rano i bez dziur. Oprócz środy (odnośnie rana, nie dziur). Ilość wykładów w pojedynczym dniu również do zniesienia, nie to co w grupach od I do IV gdzie jutro mają 3 dwugodzinne wykłady pod rząd! Masakra! Ok tyle o szkole więcej napiszę jak skończy się bieżący tydzień.

Wydarzyło się jeszcze coś. Coś przez co jestem wyjątkowo niepocieszony i ostatnia noc była niemalże bezsenna (dobrze, że dziś mało zajęć- mogłem odespać) Ale wciąż pozostało we mnie to takie nieprzyjemne uczucie niepewności, strachu, odrzucenia, sponiewierania... Bo czuję się jakbym dostał kosę w serce i w plecy jednocześnie... Długi miecz to musiał być... Chociaż czym dłuższy tym dłużej się SPALA... Szkoda, że tak to musi wyglądać. Bo naprawdę, odbieranie tego, że dbam o czyjeś zdrowie dzisiaj i w późniejszych latach jako zło i niezrozumienie jest przegięciem... I to jaka argumentacja towarzyszyła temu poparciu... Eh... Naprawdę trzeba mieć bardzo silną psychę, aby przez prawie miesiąc udawać, że nic się nie stało, a potem jeszcze nic sobie z tego nie robić. Ot tak pstryk i nie było sprawy. A! I to jeszcze wszystko moja wina! Bo to JA nie rozumiem! Bo to JA chcę zmian! Bo to JA KAZAŁEM... Ja tylko prosiłem... I chciałem pomóc... I nigdy się nie odwróciłem... Kiedy było dobrze, byłem obok, kiedy było źle również tam byłem... Nie odwróciłem się, ale pomimo tego naraziłem swoje plecy... I jeszcze tekst o kwestii wyboru... To już w ogóle mnie rozwaliło... Nikt nie jest niczyim niewolnikiem... Każdy jest wolny i sam o wszystkim decyduje... Więc po co się przejmować?

Wysłany: 01 października 2007, 18:42:01; 3 komentarze

:)

Witam serdecznie! :)

Przepraszam na wstępie, że tak długo nie pisałem, ale... sam nie wiem dlaczego :) Dziś postanowiłem napisać :) Otóż sporo się wydarzyło u mnie przez ostatni miesiąc. Więc może po kolei :)

Od 1st września zacząłem pracę (no ok od 3rd września- od poniedziałku :) ) przy pomocy w wykończeniu bloków na Wąskiej w firmie Jaz-Bud :) razem z konradexem pomagamy tam trochę w sprzątaniu, segregowaniu dech, wynoszeniu śmieci itp. Ogółem jesteśmy takimi pomocnikami :) Praca po 10h w pierwszym tygodniu a potem po 9h. Nie jest aż tak ciężko jak myślałem, że będzie na początku, więc nie ma na co narzekać :) W zasadzie teraz powinienem napisać o tym co wydarzyło się 7th września, ale jeżeli siedzę już w opisie pracy to napiszę co mi się wydarzyło 11th września :) (nie trudno zapamiętać tą datę :P ) Otóż przewalaliśmy dechy do Jaz-Bud'owej ciężarówki z takiej dużej dużej góry śmiecio-desek, gdy nagle złożyłem się wpół i upadłem na ziemię... (akurat wrzucałem dechy do ciężarówy) dostałem taką belką, ni to belką prosto w lewą nerkę. Nie mogłem chodzić przez jakiś czas normalnie, więc wsparty na ramionach towarzyszy powlokłem się do auta, którym przyjechała siostra i objechaliśmy stadko lekarzy. Zajęło to około 6h eh... Seria badań i takie tam pierdoły i byłem wolny i mogłem jechać już do domu :) Okazało się, że mam krwiaka na lewej nerce o średnicy 16mm :/ I mam przez 2 tygodnie leżeć w łożu i się nie przemęczać :( A to pech! Dziś minęły 2 tyg. i wróciłem do pracy ;) Próbuję dobić do 100 przepracowanych godzin :)

A teraz chciałem przejść do sedna sprawy :) Otóż 7th września minęło 10 miesięcy jak jestem razem z moją Kasią ;* I bardzo mi dobrze z tego tytułu :) Dziękuję Ci Skarbie ;* Co prawda to nie jest jakaś tam porywająca w ilość wspólnych dni data i długość związku, bo historia zna i dłuższe przypadki :P Ale jestem pewien, że na tym to się nie skończy ;) Co więcej jestem bardziej przekonany (pewny :) ) że to się nigdy nie skończy :) Mamy wspólne plany i potrafimy ze sobą rozmawiać co jest bardzo cenne i istotne w dzisiejszych czasach :) Co więcej jesteśmy bardzo stali w uczuciach i oboje pragniemy dość szybkiej stabilizacji :) I myślę, że to kiedy razem zamieszkamy to jedynie kwestia czasu ;) I nie chcę tu pisać o czymś w rodzaju, że jesteśmy najlepsi i innych rzeczy, które wszystkie zostały już wykorzystane w telenowelach, bo popełniłbym plagiat, ale chcę powiedzieć, że tak jak jest jest po prostu perfect i chcę by tak zostało :) Bo jest mi z tym bardzo dobrze i nie zapowiada się na żadne kryzysy i takie tam :) Tak więc, powodzenia można nam życzyć, ale wcale nie trzeba :) Bo poradzimy sobie :) Dodam też, że od samego początku roku szkolnego moja Kasieńka się pilnie uczy, czyta lektury i odrabia wszystkie lekcje :) I jestem z niej dumny, że się tak stara :) :*

Co tu jeszcze u mnie... Acha :) Zapisałem się ponownie na maturę :) Będę zdawał polski, angielski, historię i wos :) Wszystko na poziomie rozszerzonym :) Postanowiłem poprawić wyniki i po skończeniu (bądź porzuceniu po roku- szkoda, aczkolwiek możliwe że tak zrobię) Zarządzania i Marketingu (ZiM :) ) Spotkałem się z wieloma sprzecznymi opiniami na temat tego kierunku studiów typu: "Och! Rynek jest już przesycony takimi /profesjonalistami/" - odrzekł człowiek, który ma tylko maturę (co tam, że ponad 50 lat na karku, myśli, że jest dobry we wszystkim i się tylko wymądrza- pozdro Zielona Góra!) next please: "Eee tam, i co po tym kierunku robić? To zły wybór! Złe studia! Nie wiem po co tam się pchasz!" - odrzekła osoba po postawówce... Ale co pozytywnego: "Brawo! Tam gdzie chciałeś tam też się dostałeś! I gratuluję, bo wiem że to lubisz i będziesz w tym dobry, bo w tym siedzisz od dłuższego czasu" oraz kilka (mniej niż negatywnych) podobnych odpowiedzi. Ale ja Wam powiem jedno. Nie obchodzi mnie co mówią inni na ten temat, bo to moja decyzja i to ja wiem czego chcę. I nikt mi nie będzie mówił, że jakiekolwiek studia są złe. Każde otwierają mnóstwo możliwości, a hipokryci i mądrale mogą sobie mówić co chcą i właśnie temu mnie to nie rusza :) Chociaż niektórzy mogą pomyśleć, że jeżeli mnie to nie rusza to po co o tym piszesz stary? Odpowiadam: Dla przedstawienia kontrastu podejścia bliskich i do zdemaskowania, kto jest swój a kto tylko swego udaje! Bo jak ktoś mi deklaruje, że jest OK, i że jest ze mną a nie szanuje moich decyzji to tak naprawdę jest przeciwko mnie! E tam, nie ma co się ekscytować :) Wrócę do zdawania tej matury ponownie :) Wybieram się na UJ do Krakowa lub na UW do Warszawy :) na wydział dziennikarstwa :) Chcę pogłębiać i rozwijać zainteresowania oraz talent, którym się kiedyś mogłem poszczycić, ale przygasł w liceum z powodu wyboru niewłaściwego dla moich predyspozycji profilu :) Ale nie żałuję :) Bo poznałem wielu wspaniałych ludzi i te 3 lata były co prawda męczarnią i nie mogłem się doczekać aż się skończą, ale pozostały przyjaźnie i wspomnienia :) A tego nie zmierzysz w monetach :) zapisałem się też na kurs maturalny :) Kurs Sikory w Warszawie. www.kurssikory.pl
- jakby kogoś ciekawiło :) Oraz czwarty, czy który tam, zwrot google po wpisaniu frazy: "kursy maturalny" :) Trochę drogo mnie to wychodzi wszystko, ale po to poszedłem do pracy, aby jakoś to opłacić :) Hmm... to chyba tyle na tą chwilę :) Cieszę się, że w końcu coś napisałem :)

O! Co jeszcze! W sumie to nie chcę szerzyć żadnej propagandy, ale dla wszystkich tych, którzy nie chcą być niewolnikami i chcą wydostać się z wyścigu szczurów:

www.bogatyojciec.pl

:) Może napiszę kiedyś więcej o Bogatym Ojcu :)

Pozdrawiam!

Wysłany: 25 września 2007, 19:54:13; Dodaj komentarz

Białystok - Lublin - Kraków ... Na rowerze :) ---> MISSION COMPLETE! :) :) :)

No więc od czego by tu zacząć? :)
Udało się! :) Pokonałem ponad 550 km na rowerze w niespełna 2,5 dnia :)
Osiągnąłem to co zamierzałem i jestem z tego baaardzo zadowolony :) Wręcz dumny :) Wybrałem się w pojedynkę, są tego dobre jak i złe strony. Mało mam fotek, które mnie ukazują, więcej jest mego roweru :P Ale za to mogłem sam sobie narzucać tempo i samemu decydować kiedy robię postój itp :) Najważniejsze jest, że wszystko poszło zgodnie z planem :) No prawie :P Wyruszyłem 4 sierpnia w sobotę (i bardzo dobrze- TIRów nie ma za wiele :) ) a dojechałem 6 sierpnia w poniedziałek. Na miejscu czekały już na mnie mama i IZA :) Tak jak było umówione :) Byłem piekielnie głodny i brudny, przez co nieco rozdrażniony, więc nie przywitałem się zbyt pieczołowicie, co mogło być nie najlepiej przez nie odebrane :P Ale po chwili wszystko było już stabilne :)

Poniżej zamieszczam dokładny opis mojej trasy :)

Dzień I
4 sierpnia 2007 sobota
Dystans: 235 km
Czas jazdy: 9h 19min
Prędkość średnia: 25,3 km/h
Prędkość maksymalna: 49,4 km/h


Zacznę może od tego, że trochę głupio nadrobiłem niepotrzebnej drogi jeszcze w Białymstoku, bo pojechałem przy Gołębiu w lewo zamiast w prawo :P Ale to nic :P Wydostałem się z miasta około 9.00 i już cieszyłem się piękną prostą na Lublin :) Cały czas krajową 19 :) Przede mną dziś dość spory dystans, jednak nie odczuwam żadnego niepokoju, może jedynie ten, że nieco za późno wstałem i się przeliczyłem co do czasu pakowania się itp. ale i tak jest super :) Dusza na ramieniu i go go go do przodu :)

* * *

Pierwszy postój :) Zaraz bede mial 40km na liczniku ;) Ponad 1/6 drogi za mna. Minalem niedawno Zablubow- stolice Georgusa ;D (kumpel ze szkoly ;) pzdr! :)) I teraz zblizam sie do Bielska Podlaskiego ;) Przysiadlem na chwile, zeby sie napic i chwile odsapnąć ;) Minely mnie 2 TIRy czyli statystycznie jeszcze mnie minie 10, az do konca dnia :P Pogoda wysmienita, nie ma slonca, wiec nie smali, nie ma deszczu wiec nie pada, nie ma wiatru wiec nie wieje ;) Troszke ciezko mi sie przyzwyczaic do pampersa w spodenkach ;P Ale mysle ze sie zaraz ulozy i dopasuje ;) Glupia sprawa, bo nie mam zadnej kieszonki i jak zaraz zdejme szwedke to bede musial trzymac mp3 w gaciach ;P Rower sprawny ;) Troche sie martwie o lancuch, ale mam narzedzia jak cos ;) Acha i kostki hamulcow lekko poscierane, ale to nic ;) Mimochodem jade dosc szybko ale zmeczenia nie czuje ;) Mijaja mnie za to setki samochodow ;P Jade wiec dalej bo miesnie zastygaja ;)


Pierwszy postój :)


I ja podczas postoju :)



* * *

Ot i jestem za Bielskiem ;) I to juz nawet sporo za ;P Zaraz bedzie 1/3 dzisiejszego dystansu ;) Zblizam sie do Siemiatycz ;) Dlugo nie moglem znalezc odpowiedniego miejsca do postoju, bo ani laweczki ani niczego ;P Jestem bardzo wybredny jesli chodzi o postoj ;> Bielsk Podlaski- taka zacna miescina ;) Nawet Kauflanda maja ;P Mnostwo znakow zakazu poruszania sie rowerow, ale na pochwale zasluguje to, ze cale miasto jest pokryte polbrukowa drozka rowerowa ;) Wiec 0 problemu ;) Troche zaburzyla mi sie statystyka TIRowa, bo juz minelo mnie 5 sztuk, a do polowy dystansu jeszcze troche brakuje ;P Zjem cos sobie teraz ;) Pampers jus ok przylega ;) 0 zmeczenia ;) Dusza na ramieniu ;)

* * *

Jestem juz od jakichs 20 min w Siemiatyczach.


Nawet nie wiecie jak się cieszyłem jak zobaczyłem tą durną tablicę :P Byłem glodny jak wilk! :) (ups, ani słowa o wilkach! :) )

Juz polowa. Myslalem ze z glodu zdechne ;P Nawet nie wiecie jak się cieszyłem jak zobaczyłem tablicę SIEMIATYCZE :) Zaraz musze uzupelnic zapasy wody w pobliskiej Biedronce, bo widze ja na horyzoncie ;P


A tu siedziałem i jadłem :P Piękny widok na polską Biedronkę :)



Oby nikt roweru z bagazem nie zajumal ;P Jeszcze ze 20min tu podiedze ;) Szkoda kurde ze zadnego parku nie widac, bo tak siedze na lawce bez oparcia, a plecy juz troche czuc... Zmieniam miejsce posiedzenia ;)

* * *

Zostało jeszcze ok 80km do końca na dziś. Jest już 16.30, muszę się spieszyć, aby zdążyć przed zmrokiem...

* * *

Gdy zajechalem juz do Firlej i odnalazlem jezioro i GOSIR (jupi ;)) nie bylo juz szans na jakiekolwiek umycie się.


Widok na jezioro Firlej



4-5 sierpnia, dni Firleja... Nie moglem lepiej trafic ;/ Ciagle muza, bassy itp, a do tego jeszcze jacys mlodziency caly czas wykrzykiwali swoje urazy do polskiej policji... zyc nie umierac... Polozylem sie o 22.00, a o 22.30 zaczeli walic petardami i fajerwerkami... omg...

Dzień II
5 sierpnia 2007 niedziela
Dystans: 226 km
Czas jazdy: 9h 22min
Prędkość średnia: 24,1 km/h
Prędkość maksymalna: 55,1 km/h


Dziś będzie ciężko... nawet bardzo :)

Zasnalem, ale budzilem sie co 15min. Docelowo usnalem dopiero o 3.00 kiedy to nastapil koniec imprezy. Chcialem wstac o 6.45- nie bylo szans... Udalo mi sie podniesc o 9.15 strasznie pozno, ale o 10.00 bylem juz na trasie ;) Uniknalem placenia za nocleg ;P To rekompensata i zadoscuczynienie za to ze nie moglem wypoczac i moj namiot stal 10m od grobu!


A za tym płotem pod ziemią jest pełno martwych ciał... A po lewej skrawek mego namiotu :)



Ot miejsce na kamping... przy cmentarzu... ;P Do tego przed samym Firlej, gdy było już ciemno, wjechalem w rozpackanego lisa i sie nim ochlapalem! ;/ fuu!

* * *

Juz jestem za Lublinem ;) Ponad 50km na dziś juz za mna. To pierwszy z jedynie 4ech planowanych postojow. Lublin jest strasznie wielki! Ciezko bylo z niego wyjechac. Teraz siedze na jakims wiadukcie ;)


Wiadukt




I ja siedzący na wiadukcie :)



Musze sie zaraz umyc w jakims lasku nieopodal. Wystarczy na razie rece i twarz

* * *

Dzis staram sie trzymac miarowe tepo, aby nie powtorzyla sie sytuacja z wczoraj kiedy musialem pod koniec robic 2min przerwy co 5km... Na pochwale zasluguje pogoda, zwlaszcza w nocy, bo w spiworze bylo przyjemnie chlodno, ale nie zimno. I przydaloby sie miec latarke czolowke ;) Wolne rece ;) Zapamietac ;) Ruszam na Krasnik! ;)

* * *

Juz polowa za mna dzis. 100km. Licze ze 100 to 1/2 bo ostatnie 30 bede sie pewnie ledwo wlokl :P Bylem wlasnie w Krasniku i zjechalem z krajowej 19 na 74 i teraz lece do Opatowa. Dobrze ze mam niska tolerancje na kofeine bo coca-cola bardzo mi teraz pomaga ;P Ogolem jest spoko, sadzilem ze bedzie gorzej. Czas tez nie az taki tragiczny jak zakladalem.

* * *

Jeszcze 50km... Taka gorka przed chwila byla ze myslalem ze umre... Statystycznie jeszcze 1,5h drogi, ale zakladam ze bede jechal 2h. Z postojami ofc. Wiec bede na 22.00 tak jak planowalem. 22.15 to absolutne maximum. Jestem 10km od Staszowa.

//A tak naprawdę dojechałem ok 23.15 :P //

* * *

Nie dojechalem do Rzegocina (ale co jakiś czas dzwoniłem, że zaraz dojadę :D) Zrobilo sie cholernie ciemno i zle skrecilem ;/ Jestem w Topoli. Spie u jakiegos gospodarza. Mam nadzieje ze nie przyjdzie do mnie w nocy i nie zrobi czegos co mogloby sie odbic na mojej przyszlosci ;P Zamknalem sie na klodke od środka :) Dobry patent :) Jednak co mnie spotkało przed chwilą! Jadąc do tej Topoli musiałem skręcić na leśną ścieżkę. Widziałem jedynie przed sobą fragment drogi, który był oświetlony promieniem mojej lampki rowerowej, gdy tu nagle spotykam... WILKA! Błysnęły przede mną czerwone oczy i wyszczerzyły się kły :O Już prawie zdycham ze zmęczenia ale pedałuję co sił aby uciec ! Wtedy uszkodziłem sobie troszkę ścięgno w lewej nodze nad piętą :/ Jechałem co sił. Nie dogonił mnie. Chyba zrezygnował. Po rozłożeniu namiotu i zamknięciu się od środa próbowałem zasnąć. Nagle słyszę jakieś tupanie wkoło namiotu :O Gospodarz nie miał żadnego psa... Więc się zaniepokoiłem... Słychać jak ktoś/coś ? wącha mój namiot z każdej strony (a ja na zewnątrz zostawiłem słuchawki od mp3 ;/) Po około 15 minutach dobiegł mnie odgłos tupania, który miarowo scichł do zera. Aż tu nagle za chwilę słyszę wycie :O AUUUUUU!!! Długo nie mogłem zasnąć... Wciąż liczę na to, że to był tylko duży pies :D Ale podczas ucieczki o mało nóg nie pogubiłem i wszystkie włosy stanęły mi dęba...

* * *

Prędkość max osiągnąłem wyprzedzając pielgrzymkę na jakiejś górce za Lublinem :D Spierniczając od wilko-psa wyciągnąłem podobną wartość :P

Dzień III
6 sierpnia 2007 Poniedziałek
Dystans: 100 km (jak równo :) )
Czas jazdy: 4h 41min
Prędkość średnia: 21,4 km/h (Wstyd taki speed! :( )
Prędkość maksymalna: 60,3 km/h (A już nieźle :) )


//Zakładałem, że dziś już będzie elo, bo to tylko niby 80km, ale kurde... 80% podjazdów i 20% zjazdów :| Już górzysty teren... Czuję się jakbym gnał ok 35km/h a tu ledwo 12km/h! //

Taki miałem fart, że rozbiłem namiot obok kurnika :/


Ot 2 metry od kurnika... Dziki fart! :)



O 5 rano kogut urządził mi niezłą pobudkę... Jakby myślał, że bez jego wycia dzień się nie zacznie! Dureń! A potem jeszcze mi zafundował kolejne budzenie o 7 i o 9, wtedy już miałem dość i wstałem by ruszyć w dalszą drogę :)


To wszystko przez niego !!!





* * *

W połowie drogi mniej więcej musiałem się trochę przebrać, bo tak mnie cisnęły gacie, że ledwo jechałem :P Droga ogółem cholernie trudna, ciężko się jedzie... Przez pierwsze 50km wlokłem się jak żółw i co chwilę robiłem postoje i co śmieszne- zachciało mi się strasznie musztardy chrzanowej :D Więc wrzuciłem w siebie pół słoika Białostockiej AGROWITY chrzanowej :D Pamiętajcie! Jak jedziecie gdziekolwiek z Białegostoku, zawsze bierzcie ze sobą DUŻY ZAPAS MUSZTARDY CHRZANOWEJ Z AGROWITY! W KRK nigdzie jej nie było :( A jest najsmaczniejsza :) Tak samo w Gdańsku jak byłem rok temu! Ludzie! Same KAMISy itp. a naszej z Bstoku nie ma :( Chlip! Następnym razem wezmę 5-6 słoików ze sobą:P Na jednym z wyjątkowo nielicznych zjazdów wyciągnąłem ponad 60km/h :) Ledwo się wyrobiłem na zakręcie i myślałem, że rama już pęka, bo coś zdrowo mi strzeliło :O Ale nic się nie wydarzyło, czego mógłbym żałować :) Ostatnie 30km (tak mi się zdawało :P ) pokonałem prawie cały czas na stojąco i niemalże sprintem :) Zobaczyłem tablicę Kraków (HURA!!! :) ) I już mam 80 km na zegarze, a tu jeszcze prawie 20 km do centrum! Dojechałem mniej więcej na godzinę 15.


Wkurzony, bo głodny i brudny, ale dumny, bo osiągnąłem co zamierzałem :) Już na starym mieście w KRK :) Tuż za bramą florjańską:)



Dzisiejsza droga była cholernie cholerna! Do tego taki mnie głód ścisnął, że nie do końca ładnie się przywitałem z rodziną :P Po chwili powędrowaliśmy do naszego hotelu studenckiego ŻACZEK na al. 3ciego maja (przypominam, że w Krakowie :) ) i tam już mogłem doprowadzić się do stanu używalności :)

Teraz mam w planie podróż do Gdańska :) Są chętni? :) Zapraszam! :)


Ogółem podsumowuję podróż jako bardzo udaną. Ta wyprawa pozwoliła mi zajrzeć w głąb siebie... Odnaleźć swoje ukryte wnętrze i pomóc mu się urzeczywistnić... To był doskonały moment na rozmowę z samym sobą i wyśmienita okazja na przemyślenie wielu spraw dotyczących mojego całego życia... Myślę, że ta wyprawa dała mi coś więcej niż poznanie kawałka Polski z zupełnie dotąd nieznanej perspektywy... Nauczyła mnie ona, że trzeba być w życiu samodzielnym, uczyć się na własnych błędach i realnie oceniać swoje możliwości... A przede wszystkim mówi ona o tym, że należy mierzyć wysoko i osiągać wysokie cele...

DOBRA, TO BYŁ ŻART :D:D:D Wyprawa była elo i polecam wszystkim :) Zapraszam lub czekam na zaproszenie :D Do jakiejś kolejnej wycieczki podobnego kalibru :) W sumie przejechałem


561km w 23h i 37min ze średnią prędkością okolo 24,4 km/h

Było fajnie :) Podobało mi się, bo lubię to i tak ma być :) Pozdrawiam! :) AvE ! :)

Tutaj reszta fotek z wyprawy:
Przed mostem nad Narwią :)
To samo z nieco dalszej perspektywy
Siedzę w Siemiatyczach i wcinam kanapki na przemian z batonami i jogurtami :) Kawałek mojej nogi i koła :)
Tuż za Siemiatyczami- rower
Tuż za Siemiatyczami- ja
Pajączek, którego spotkałem na jednym z postojów na opuszczonym przystanku PKSu
Mój rower w namiocie 1
Mój rower w namiocie 2
Jezioro Firlej w tle, a na pierwszym planie rower tuż po skręceniu i namiot
Obok namiotu, przygotowania do dalszej jazdy :) 1
Obok namiotu, przygotowania do dalszej jazdy :) 1
Obok umarlaków...
Plan miasta Firlej :)
Firlejowe miasteczko :) zamknięte niestety :P
Widok z wiaduktu
Gdybym nie zrobił postoju akurat w tym miejscu to mniemam, że złapałbym kapcia przez to :/
Rower na wiadukcie
Kamilex oparty na balustradzie i zatopiony w głębokich rozważaniach o tematyce egzystencjalnej :D
A ja myślałem, że to jest duży podjazd... Dopóki nie dojechałem dalej... Eh ;P
Profesjonalny serwis komputerowy! ...
... We wsi Balbinów :D Nie mogłem się oprzeć :D:D:D
Obejście gospodarza z Topoli :) 1
Obejście gospodarza z Topoli :) 2
Obejście gospodarza z Topoli :) 3
Składam rower do dalszej jazdy :)
Kotek w szopie gospodarza :P
Pierwsza krakowska tablica tuż po przekroczeniu granicy miasta :)
Bardzo ładny domek, który wpadł mi w oko :) I chyba nie tylko mi się spodoba :)

Wysłany: 16 sierpnia 2007, 23:10:20; 8 komentarzy

Białystok - Lublin - Kraków ... Na rowerze :)

No więc od czego by tu zacząć? Prosto z mostu: Lubię jeździć rowerem. Najbardziej jako turysta :P Więc postanowiłem się wybrać na małą wycieczkę zamykającą prawie pół Polski :) Trasa zapowiada się dość ciekawie. Przede mną około 530 km. Z pewnością nakręcę nieco więcej, jednak nie będziemy bawić się w szczegóły :) Pierwszego dnia (sobota) mam zamiar dojechać do Firlej przed Lublinem. Jest tam spore jeziorko, wokół którego umiejscowione są pola namiotowe. Mam nadzieję, że znajdę tam miejsce dla siebie :) Tak w ogóle to miałem jechać w piątek 3 sierpnia, ale troszkę się pozmieniało i termin rozpoczęcia wyprawy został przesunięty dzień później. Dlaczego akurat teraz? Dlatego, że 6 sierpnia mam spotkać się z IZĄ (siostra :) ) i mamą w Krakowie. Planuję tam dojechać w poniedziałek (właśnie 6 sierpnia :) ) na mniej więcej 10 rano. Zostaniemy tam do 14 sierpnia, wrócę już samochodem :) Ale po kolei :) Zaczynam od 215 km. Myślę, że nie będzie problemu. Największym kłopotem zawsze nie jest zmęczenie czy głód i pragnienie (to akurat nie jest dużym problemem) ale lekkie obtarcie na lewym pośladu powtarzające się już cyklicznie podczas dłuższych wypraw :/ Dlatego zainwestowałem w eleganckie spodenki kolarskie :) Na szelkach nawet! :D MERIDA ofc :) Cena za brak obtarć raczej nie była wygórowana :) Za ten luksus byłem gotów zapłacić dużo więcej :) Wyruszę (planuję :P ) około godziny 6 rano w sobotę. Do południa powinienem mieć już na lekko zrobione ponad połowę drogi. Przewiduję, że średni spid mojej jazdy będzie oscylował w granicach 20 – 22km/h To jedynie założenie, wiadomo, że w praktyce zawsze wychodzi inaczej :) Ale jest to pewnego rodzaju zabezpieczenie, aby dojechać przed zmrokiem i zdążyć się zakwaterować na polu namiotowym w pobliżu jeziora Firlej :) Jeżeli odnajdę kamping GOSIR

Firlej



i będzie tam miejsce dla mnie, to znaczy, że mam farta lub ktoś nade mną czuwa :) Następnego dnia wyruszę o tej samej porannej godzinie, może troszkę później, bo kolejny nocleg mam zaklepany z góry. W Rzegocinie – 80km od Krakowa, czyli mojego miejsca przeznaczenia :) Place of my destination :P Nie ważne :) Drugi dzień będzie cięższy do przetrwania- tego nie planuję – tego jestem pewien :D 230km w siodle, damy radę? Oczywiście :) Bo tak trzeba i już :P Podczas drogi będę prowadził dokładną statystykę mojej wyprawy. Średnia prędkość, pokonany dystans czy czas całkowity jazdy. Będę prowadził notatki w komórce i wysyłał je od razu smsem do Kasi :) Staram się zabrać ze sobą minimum bagażu, aby nie powtórzyła się historia z ostatniej wyprawy do Ełku z Piorunem, kiedy to wiozłem jego plecak w sakwie i urwałem 6 szprych ;/ Tym razem zainwestowałem w sprzęt lepszej jakości :) Obręcz (ALEXRIMS ACE18) została ta sama, piasta (SHIMANO DEORE M535) również :) Jednak szprychy poszły do wymiany :) Na DT :) Są „megamocne i wytrzymają w moim kole od 4 do 5 lat” ot taka gwarancja słowna Darka z Mistralu :) Zabieram ze sobą namiot iglo, dwuosobowy. Jeżeli na kampingu będzie dużo osób to rower schowam do środka (po odpięciu kół, bo ciasno może być :P ) A zamek zapnę małą kłódeczką :) Oczywiście karmata, śpiwór itp. Z ubrań jedynie to co będę miał na sobie + para skarpetek, koszulka z krótkim i długim rękawem, spodenki i cieplejsza bluza. Wszystko oprócz skarpetek i bluzy to 100% polyester :P No kolarki mają też jakiś procent Lycry :) Tak żeby ten ciuszek mocno przylegał do ciała :) Sandały też wezmę, żeby nogi odpoczęły od halówek :) Zamierzam zrobić trochę fotek podczas drogi z miejsc, które odwiedzę :) Swój eqipment też mogę sfotografić :P IZA da mi swoje MuVo 1GB, żebym nie musiał zbyt często ładować bateryjki w kom :P Muzy więc też nie zabraknie :) Aby dusza wciąż była na ramieniu :D :) Co do trasy to prawie cały czas krajowa 19 (aż za Lublin), a potem już prosta droga na KRK, drogowskazów nie zabraknie :) Na koniec powiem, że niestety jadę sam... Nie było chętnych to raz, a dwa to „dojeżdżam” do wyjazdu rodzinnego :)
Załączam konturowy plan trasy :)

Trasa

Patrzcie jedynie na wartości odległości :) Czas jazdy i dojazdu to plan dla samochodów :)

Wysłany: 02 sierpnia 2007, 21:55:04; 8 komentarzy

Powrót...

Głupia sprawa... zapomniałem hasła do poprzedniego Joggera! :P Aż wstyd się przyznać :P Ale co tam :) Każdy popełnia pomyłki :P Teraz założyłem nowego :) Nie było tam i tak zbyt wiele wpisów, więc strata niewielka :) Szablon gotowiec po lekkich przeróbkach własnych :) Jeszcze jest kilka rzeczy do "uświetnienia" ale to później :) Chciałem bardzo dodać wpis z pewnego powodu... Ale o tym też napiszę już za chwilę ;)

Wysłany: 02 sierpnia 2007, 21:39:25; Dodaj komentarz

Kategorie: